Polak zamierza zdobyć K2, drugi co do wysokości szczyt Ziemi, i zjechać spośród niego na nartach.

Skialpinista dopiero wrócił z Chamonix, gdzie przez te tygodnie trenował przed wylotem w Karakorum. Zdążył się tylko przepakować i pojechać na lotnisko. Wygląda go lot do Islamabadu, stamtąd wyprawa do Skardu i Askole oraz kilkuetapowy treking, w obecnym doświadczenie przez Baltoro – sam z największych lodowców uważających się poza strefą okołobiegunową. Projektem jest baza pod K2 spotykająca się na wysokości 5300 metrów n.p.m. Według planu bazę ekspedycja osiągnąć ma 10 lipca i wtedy te podejmie postępowania w granicy K2. Końcem będzie rozpoznanie linii zjazdu, warunków terenowych i śniegowych oraz tworzenie obozów pośrednich. Sam treking a pierwsze wyjścia z podstawy będą wykonywać również odpowiedniej aklimatyzacji. Jeśli wszystko się uda, zacząwszy od pogody, poprzez warunki śniegowe, a zakończywszy na sprzęcie, dobrym samopoczuciu skialpinisty oraz sporo nowych elementach, które dyktować będzie góra gór, atak szczytowy powinien zapaść w dniach 20 – 30 lipca. 

K2 (8611 m n.p.m.) to dodatkowy co do wielkości szczyt Ziemi, po Mount Evereście (8850 m n.p.m.), ale przez wielu miany za największy. Stanowi wtedy specyficzny spośród 14 ośmiotysięczników na świecie niezdobyty dotąd zimą. 

Andrzej planuje zdobycie K2 tzw. Naszą Drogą, wytyczoną w lipcu 1986 roku. Polacy zdobyli szczyt 8 lipca feralnego roku, gdy latem na K2 zginęło 13 osób. Droga wiedzie ścianą południową, przez centralne żebro. Polacy wspinali się to w znacznie wymagających warunkach, a drogę kończyli, będąc na skraju wyczerpania – w górze spędzili zdecydowanie więcej czasu, niż zamierzali, nie posiadali teraz jedzenia ani picia, palnik. Droga Krajowa do ostatniej fazy nie została powtórzona. 

Samo zdobycie zakresu nie istnieje przecież ważnym celem skialpinisty domem z Łętowni, małej wioski nieopodal Babiej Góry (zobacz mebel do wspinaczki w supercenach). Domeną Andrzeja są sportowe szybkie wyjścia na otwarte i trudne szczyty oraz zjazdy na nartach. W taki tylko sposób realizuje już od kilku lat nasz autorski projekt Hic Sunt Leones.

Andrzej wziął rzeczy we polskie ręce. Porzucił wyjazdy w urzędach na pracę zdobywania na nartach najwyższych szczytów świata na sportowo, jak najszybciej, bez użycia tlenu. Początki też do swobodnych nie należały. Intensywne treningi wkluczają stałą pracę zawodową. Trzeba było kupować sponsorów, zainteresować się organizacją i logistyką.