Szturmują uczelnie, bo dzisiaj każdy studiuje. Bo rodzice nie myślą sobie, aby dziecko miało edukację skończyć na szkole średniej i pokazać się zawodu.

Reklama: Technik farmaceutyczny

Szturmują uczelnie, bo dzisiaj każdy studiuje. Bo rodzice nie wyobrażają sobie, żeby dziecko miało edukację przeprowadzić na uczelni średniej i wdrożyć się zawodu. Gdyż nie bardzo znają, co ze sobą zrobić, a pięcioletni inkubator w role studiów umieszcza się być prawdziwym pomysłem. Idą ci, którzy przez szkołę średnią byli na indywidualnych piątkach i czwórkach i obstawiali wszystkie olimpiady. Idą ci, którzy ledwo zdawali z grupy do klasy. Idą wszyscy. 

Ekonomiczniejsze jest spokojne wykształcenie zawodowe nawet na pokładzie technikum czy zawodówki niż lipne wykształcenie na prowincjonalnym wydziale zarządzania. Nie pełni są dobrzy do przygotowań. Nie korzysta pomysłu otwieranie wydziałów tylko po to, aby ludziom, którzy dopiero zdali matury a z trudem sylabizują, dać szansę uzyskania tzw. wyższego wykształcenia. Lepiej, żeby nauczyli się montować wtyczki i rury.

W czasu tych dwóch dekad w Polsce systematycznie przybywało studentów, zaś w szeregach bezrobotnych równie systematycznie przybywało absolwentów uczelni, którzy tylko kilka lat wcześniej zaliczali do matury. W roku akademickim 1990/1991 w Polsce studiowało 390 409 osób. Dekadę później liczba studentów wzrosła do ponad 1,5 mln. W roku akademickim 2010/2011 studentów było mało 1,8 mln.

Również w krótkim tempie rósł tzw. współczynnik skolaryzacji, czyli wyrażony procentowo stosunek grupy osób przygotowujących się (w nominalnym wieku kształcenia) do wszelkiej populacji (w współczesnym wieku). Niemal 25 lat temu było wtedy 9,8, w 2000 roku już 30,6, oraz w roku 2010 – 40,8.

W 2005 r. w Polsce ponad 62 proc. głów w wieku 20-24 lat prowadziło naukę. Stanowił ostatnie ostatni odsetek wśród całych krajów OECD. Jednocześnie, wśród młodych Polaków w obecnej grupie wieku, którzy obecnie skończyli edukację szkolną, jedynie 46 proc. było pracę, prawie w przyrównaniu do całkowitych krajów chodzących do ostatniej spółki (nie licząc Turcji).

Generalnie w Polsce także gdy w pełnej UE stopy bezrobocia dla osób z większym wykształceniem są niższe niż małe i dużo mniejsze niż w przypadku osób z wykształceniem co daleko zasadniczym zawodowym. Generalnie także wolniej rosło bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem od 2007 r., przynajmniej w roku 2011, bezrobocie osób z wykształceniem wyższym wciąż było, a postaci z wykształceniem co dużo zasadniczym zawodowym spadło.